Diamonds are forever... Relationship not so much

Rzekłabym - nowoczesny diariusz, pamięć już nie ta, co kiedyś... A tak łatwiej :)

Ale nadal nie wiem, jakie mam, bo właziłam po jakimś linku :| I nie wiem, jak je tu zmienić, nie ma takiej opcji :|

Ojapierdolę… :|

Zatem dla tych, co komentarzy nie czytają:

do zobaczenia na


http://starajedza2.blogspot.com

Time to say goodbye…

Jak mi się uda tu wleźć jeszcze, to wlezę, bo dalej cudnym sposobem NIE MAM HASŁA w kompie…

No cóż, długo byłam cierpliwa, bardzo długo…

Chore to…

3 komentarzy

Najpierw naprawiali schody na nasypie, cześć im i chwała, bo można było nogi połamać. Schodów sztuk dwie… Potem przyszła ekipa nr 2 i wymieniała i malowała poręcze, rozkopując oczywiście świeżo położone schody. Sztuk dwie… Następnie kolejne ekipy robiły podjazd przy schodach nr 1, rozkopując oczywiście to i owo… Wydawało się, że schody nr 2 pozostaną dziewicze już, ale nie, co ja paczę dziś?? Kolejna ekipa robi podjazd na schodach nr 2, rozgrzebując tu i tam… I tak mają zapewnioną robotę do końca świata. Płaci spółdzielnia, czyli ja, rozmowa w spółdzielni jednak to rzucanie grochem o ścianę (lepiej grochówkę zrobić) i szarpanie sobie nerwów, więc OJAPIERDOLĘ!!!!!

Chory kraj…

Idę gotować obiad. Kolega Inżyniera ma wlecieć :)

mamy dziś. Zatem moim kochany i paskudnym Miśkom, wiernym towarzyszom i niestrudzonym słuchaczom, najwierniejszym Przyjaciołom i Powiernikom – dziękuję, że jesteście i wszystkiego najlepszego :*

;)

Coś w tym jest… ;)

Po latach

Brak komentarzy

Ona zapisała mój nr za długi. Ja zgubiłam jedną cyferkę w Jej numerze.
Jest szansa na spotkanie. Nie teraz, ale jest.
Czy się cieszę.
Tak.
Chociaż nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale…

Pożyjemy, zobaczymy :)

o swoje zdrowie psychiczne. Polazłam na Manhattan, zakupy zrobiłam, niewiele nawet wydałam i dobrze. Wracam do domu i co ja paczę?? Taki fajny krzew z jagodami jest. No nic. Idę do domu, wypakowuję zakupy, potem do Lidla lecę i co ja paczę?? Taka fajna jabłoń rośnie. Nie wypakowuje zakupów, łapię aparat i sruuu… najpierw krzaczorki. Zlazłam całą drogę, a tych jagód nie ma!!!! Za to kwitną forsycje, których przedtem nie widziałam. Ojaciepierdolę, coś ze mną nie tak, może trzeba zacząć pić?? Poleciałam obcykać jabłonkę, wracam i przypomniałam sobie, że mleka nie mam. Więc sruuu do piątki. Kupuję mleko i maślankę, coś koło 4,50 mam zapłacić, kładę na podstawkę dwie dwuzłotówki i złotówkę, kobieta mi wydaje resztę i podsuwa te dwie dwuzłotówki z powrotem… I twierdzi, że dałam 5 zł a nie złotówkę. Jeśli tak było faktycznie, to jej strata, ale ja jestem święcie przekonana, że dałam złotówkę, ona się upiera, że pięć złotych… Coś się dziwnego dzieje, coś jest na rzeczy :(

No i mam lenia, bałagan, ale co tam. Obiad zrobiłam i ciasto upiekłam, mam nadzieję, że pieczone będzie równie dobre jak surowe. Żaden przepis, ciasto na winie. A że mi się cytryna nawinęła, tom je pocytryniła aż miło ;)
A teraz będę obiadek trawić i lenia hodować… :) A co??

I na bzie są pąki liści!!!! Na lilaku, of course, Baranie. Nie mogłam zrobić lepszego zdjęcia, bo by mi deszcz napadał na obiektyw, może jutro się uda :>

A zmieniaczki zmodyfikowałam: zrobiłam z włoskiej oliwy, przyprawy do ziemniaków i kurkumy taki koktajl i topiłam w nim te nieszczęsne pyry :) Ale dooooooobre :)

jak ktoś głodny, może wlecieć. Zostało. I ciasto się właśnie kończy piec ;)

… bystra jestem, ale bez przesady, zaraz się tam chwalić??

To pozostanie moją słodką tajemnicą ;)

Tak się zastanawiam, czy ja czasem w UK nie mieszkam??? Londyńskie mgły nie umywają się do moich wioskowych w ostatnim czasie, zresztą jak pamięcią sięgam, w Londynie nie widziałam żadnej mgły…

I konia z rzędem temu, kto wie, co jest na ostatniej fotce…

Obżarłam się wynalazkiem kulinarnym: śledziami w maślance i pyrami w mundurkach. Jestem martwa… Może jak się uklepie, ożyję…

Ale numer

4 komentarzy

Ojapierdolę… To prawda, że człowiek całe życie się uczy i że nigdy nie należy przestawać :D :)

Jestem z siebie dumna, jak cholera… :)

Dziewczyny

5 komentarzy

jesteście wielkie :) Dziękuję :*

Tak wygląda poszukiwany i tak, koniecznie ma być napis Kubota :)

To jakaś mieszanka gumy z tworzywem i zapinane toto jest na rzepa… Na propozycję innej chemii Inżynier rzekł lekceważąco: takich klapek to ja mam tu od metra…

Bądź tu kochającą matką i nie zabij gada… :)

Jak Wam się uda, będzie super, a ja resztę kapci schowam na czarną godzinę :)

Mam w domu jedną parę, ale dziecko srogo rzekło: domowe, nie ruszać, w czym ja będę w domu chodził?? Już mnie matka całkiem wywala…

Bądź tu kochającą… ;)

Dziękuję :)

Złaziłam

6 komentarzy

dziś całą wioskę w poszukiwaniu kultowych klapek Kuboty i nic. Masakra. Wchodziłam do sklepików, sprzedających buty zrobione przez małe chińskie rączki, podziwiając panienki tam pracujące, bo ja osobiście od smrodu chemii odleciałabym po 5 minutach i nic. Kubotopodobnych od cholery, ale ma być Kubota. To niech sobie szanowny Inżynier coś w UK kupi, albo tu sam lata, bo Kuboty nie ma i szlus. Nawiasem mówiąc, Kubota to marka traktorów (hahaha, zboczenie zawodowe się kłania). Byłam nawet na Bema i co ja pacze?? Bema umarło. Pawilon ma się dobrze, teraz już wiem, gdzie ubiera się pół wioski, bo zawsze się zastanawiałam, skąd ludzie takie ciuchy biorą, skoro w sklepach ich nie ma?? No ba, Bema. Ale rdzenne Bema umarło. Są trzy stragany na krzyż i nic praktycznie na nich nie ma. Jako że od wieków handlowali tam „Ruscy” wnioskuję, że u nich już taki dobrobyt, że do PL na handel nie muszą przyjeżdżać. Albo u nas taka bieda, że nie wyżyją z handlowania u nas. No i pewno czołgu już nie kupisz… Łza mi się w oku zakręciła, ale Kuboty nie ma… Oblatuję więc sklepiki na Półwiejskiej, a znudzone panienki-anorektyczki, złe, że przerwałam im pogawędkę obrzucają niechętnym wzrokiem starą babę i cedzą przez ząbki z aparacikami: Kubota?? Pierwsze słyszę. Fuck… Wiem, że to szajs, ale Inżynier ma zachciankę… Będzie się jednak musiał smakiem obejść… Koniec świata blisko, Kuboty zabrakło. A mogłam latem na zapas kupić… Może ktoś widział Kubotę nr 42, zapłacę wszystkie koszta…

A potem szłam i szłam przez tę szarość, bo u nas wciąż mglisto i… co ja paczę?? Na drucie, zamiast ramiączka wisi samolocik… I tak, jak ramiączka, nikt go nie widzi… To strzeliłam mu fotkę, żeby się nie smucił i poszłam dalej…

Po drodze zakupiłam

za niecałe 16 zł, uradowana, że tak mało. Nie będę musiała iść do przykościelnego sklepiku, gdzie od lat nadęty kościelny kłóci się ze mną, że za dużo opłatków chcę. A ja na co łaska dawałam 10 zł, dostając w zamian 5 małych i 3 duże opłatki :) Teraz mam dość, nawet w listy mogę powkładać i jeszcze mi zostanie, a jak nie, to dokupię. Kłaniam się sympatycznym Paniom z Paramentum :)

Wracając widzę, że mają steki z rekina po 12,99 za kilo, więc przebrałam się (jeszcze nie za Gwiazdora) i na kijkach poleciałam po te steki, dostałam tam jeszcze dobry szpinak i na obiad dziś

steki z rekina i szpinak oraz własnoręcznie wyciskany sok buraczkowo-marchewkowo-jabłkowy. Smakowało.

I Anioł Stróż cały dzień był przy mnie, bo jak wracałam po wyniesieniu śmieci, paczę, a na klatce młodzieniec nieopierzony paczkę trzyma i awizo wypisuje. Pytam, czy paczka do mnie, a on, że skąd wiem?? Ano, bom Stara Jędza :) Starczyło mu, że podałam dane i nie musiałam śmigać po dokumenty, a i lezienia na pocztę sobie zaoszczędziłam. W paczce był chustecznik

z Muminkami. Rękodzieło. Nieseryjne. Kupiłam dla synowej, nie mam pomysłu na prezent, prosiła, żeby jej nie kupować kosmetyków, a ciuchy nie mam pojęcia, co by jej pasowało i co chce. Myślę, że taki chustecznik wystarczy.

Mam w pokoju na stanie ze 3 komary jeszcze i… jedną maleńką biedronkę, tak małej jeszcze w życiu nie widziałam… Może i inne biedronki są, a że ponoć pojawiły się jakieś żrące i cuchnące, nic dziwnego, że wciąż jestem pokąsana…

Przedświąteczne zakupy zatem zakończone, mogę spocząć na laurach. Fajnie się w tym roku uwinęłam i jestem z siebie dumna :D

A mogłam i to ot tak ;)
Wchodzę ci ja dziś na pocztę i co ja paczę w spamie??? Emilek po francusku jest… Jako że ciekawość mnie żarła, czy to czasem nie od córki kuzyna, otwieram i co ja paczę?? Pani Isabella B., 78-letnia wdowa, aktualnie hospitalizowana, niemająca krewnych chce mnie uczynić zarządcą swojego liczącego, bagatela 7 mln dolarów amerykańskich majątku, który pozostawił jej zmarły mąż, jako że nie ma żadnych dzieci ani krewnych. Hahahaha, ma 7 mln dolarów i nie ma na adwokata czy innego zarządcę???
Ale widać, że Internet idzie naprzód… Że się rozwija. Dotąd szukali naiwnych na przekręty typu złoto z afrykańskiego kraju, wywiezione podczas rewolucji czy innego przewrotu. I emilki były po angielsku. Widać, że zapisało gdzieś w wujku Guglu, że Stara Jędza zna francuski, to i francuską wersję spamu przygnało… I z błędami (hahahah, zboczucha ze Starej Jędzy jest)…

No, ale nie ze mną te numery Brunner, nie ze mną. Odczytawszy, skasowałam, z niejakimi wyrzutami sumienia, no bo jak to, zostawić na lodzie 78-letnią staruszkę (sama niedługo będę tyle miała, tyle że bez 7 mln dolarów :( ). Wybacz, Isabelle, ma cherie, pardonnez-moi :(


  • RSS